wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 38

 Wiecie co? Mam wrażenie, że nikt nie czyta już tego bloga...;/  Chyba niedługo będzie zakończenie w takim razie... Jeśli nie chcecie, żebym zamknęła bloga to proszę o komentarze, bo naprawdę mam wrażenie, że piszę go tylko dla siebie już...
_______________________________________________


 * 7 godzin później
   Lot tak się cholernie dłużył, że mam już dość. Nagle zaczęło trząść całym samolotem
-Co jest?!- powiedziałem głośno. Ludzie zaczęli panikować, dzieci płakać. Starałem się zachować spokój lecz trudno było. Nagle wyleciały maski tlenowe. Musiało być źle. Wszyscy je założyli. Ja też. Usłyszeliśmy nagle głos stewardessy.
-Prosimy o zachowanie spokoju. Turbulencje nie zagrażają życiu. Proszę zapiąć pasy i przygotować się do awaryjnego lądowania.
-To są chyba jakieś jaja!- pomyślałem. Wykonałem posłusznie polecenie. Zaczęło nami trząść na maksa i w końcu usłyszeliśmy wielki huk. Byliśmy na lotnisku. Co lepsze pojawił się ogień. Gdy tylko pojawiły się zejścia zacząłem się przepychać i zjechałem na dół. Straż pożarna, pogotowie wszystko już było. Odbiegłem na odległość 200 metrów. Ogień pochłonął cały samolot. Na szczęście dokumenty miałem przy sobie.
-Nic panu nie jest?- zapytał lekarz
-Nie. Wszystko w porządku. Lekki szok tylko jest, ale nic po za tym
-Muszę pana przebadać
-Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Śpieszę się na plan
-Artysta? Aktor? Piosenkarz?- zapytał z zaciekawieniem
-Piosenkarz.
-Ma pan zespół?
-The Wanted -uśmiechnąłem się.
-Ooo! Moja córka państwa uwielbia
Bardzo mi miło. - uśmiechnąłem się blado. - Muszę iść jeśli pan doktor pozwoli
-Przykro mi, ale nie. Muszę zszyć ranę
-Jaką ran e?
-Na skroni. Zostanie pan przewieziony do szpitala
-Ale ja nie mogę!- zaprotestowałem, ale to nic nie dało. Przewieźli mnie do szpitala w L.A zadzwoniłem do Toma. Była 14:00 amerykańskiego czasu
-Halo?- usłyszałem głos Toma
-Siema. Słuchaj jestem w drodze do szpitala.
-Co?! Nic wam nie jest?
-Nie. Samolot miał awaryjne lądowanie. Muszę przejść badania.
-Boże... No dobrze. Już jedziemy do Ciebie... Tylko do którego szpitala?!
-Namierz mój telefon- rozłączyłem się. Karetka jechała na sygnale jakby na serio coś się stało. Po chwili byliśmy w szpitalu. Chcieli mnie na łóżko położyć- Nie! Mogę iść sam.
-No dobrze.- wzięli mnie na badania. Potem pozszywali ranę.
-Proszę wyjść na korytarz, zaraz będą wyniki badań i czy będzie musiał pan zostać na obserwacji.
-Dziękuję. - usiadłam na siedzeniu
-Jay!- podbiegł Seeev, Nareesha, Tom, Max, Nathan, Big Kev, Scooter
-CZeść.
-Nic ci nie jest?- zapytał Tom
-Nie...
A co z Alex? Gdzie ona jest?- zapytał Max
-Wszystko z nią w porządku?- zapytała Nareesha
-Z nią tak.. Bo została w Polsce...
-Co?! Jak to?! -zapytali wszyscy
-Zerwała ze mną. Powiedziała, że nie chce już dłużej się ukrywać przed rozwścieczonymi fankami. Zniszczyło ją to psychicznie... Rozumiecie?
-To nie twoja wina.- odezwał się Nathan
-A czyja do cholery?!
-Gdy godziła się na bycie z Tobą to wiedziała jakie mogą być tego konsekwencje.
-Jay ona ma tylko 15 lat i nie bronię jej, bo to moja kuzynka. Po prostu nie dała rady. wiesz jaka jest Alex. Myśli, że da radę, a tak nie jest. To dziewczyny co się uważają za twoje fanki a nimi nie są, naskoczyły na nią. I dobrze wszyscy wiemy, że jeśli posuwają się do czegoś takiego to nie są Prisonerkami.
-Dobra jedziemy do domu.- powiedział Big Kev.
-Nie mogę. Muszę czekać na wyniki badań.
-Poczekamy z Tobą.- dodał Seev
-Dzięki.- wszyscy usiedli koło mnie. Pozostało nam tylko czekać.
-Pan James McGuiness?- zapytał lekarz
-To ja.- wstałem przerażony
-Proszę do gabinetu.- poszedłem za lekarzem. Usiadłem.- No proszę panie gwiazda. Wygląda pan na okaz zdrowia, ale muszę pana zmartwić, bo tak nie jest. I nie chodzi tu o wypadek.
-A o co? Panie doktorze naprawdę muszę wracać do pracy.
-Musimy pana zatrzymać.
-Ale co mi jest?!
-Panie McGuiness czy tak zwana białaczka jest u pana w rodzinie pokoleniowa?- zrobiłem wielkie oczy na ostatnie słowa
-Słucham?!
-To nie jest nic pewnego. Ma pan częste zawroty głowy, bóle, złe samopoczucie?
-Nie, nie i nie.
-Matka,  ojciec ktoś chorował?
-Nie mam zielonego pojęcia.
-Musimy pana zatrzymać na 2 tygodnie tutaj na czas badań. Inaczej nie będziemy mogli się dowiedzieć...
-D...Dobrze...- wyszedłem z gabinetu...
-I?- zapytał Tom
-Co ci stary?- dodał Nath
-Zobaczyłeś ducha?- dopowiedział Big Kev
-Widmo śmierci przed oczami...- przełknąłem głośno ślinę.
-O czym ty mówisz?- zapytała mulatka
-Proszę państwa, pacjent musi wracać na oddział.- wtrącił lekarz. Wszyscy na niego spojrzeli
-Co?!
-Jest podejrzenie, że mogę mieć białaczkę...
-Słucham?!- krzyknął Scooter
-To niemożliwe!
-Muszę na 2 tygodnie zostać na czas badań.

* z perspektywy Nareeshy
   Gdy tylko to usłyszałam, myślałam, że padnę. Spojrzałam na Sivę. Był w szoku. Zniknęłam za rogiem. Zadzwoniłam do wujka.
-Halo?- usłyszałam jego ochrypły głos
-Cześć wujku. Nareesha mówi
-Co się stało?
-Masz Alex tam przy sobie?
-Nie... Znowu zniknęła. Chcesz do niej numer? Bo tamten londyński jest nieaktualny
-Ok. Daj.- wbiłam w komórkę ciąg dziewięciu liczb
-Masz?
-Tak... Znajdź ją wujku.
-Postaram się.- rozłączyłam się. Wybrałam jej numer. 5 sygnałów było już- No odbierz!- krzyknęłam do telefonu
-Tak słucham?
-Alex?
-Tak. Kto mówi?
-Nareesha. Co ty za cyrki odwalasz?
-Żadne. Po prostu nie dałam już rady. jak leziesz baranie?!- usłyszałam jak się na kogoś wydarła
-W Polsce nawet po Polsku nie mówisz?
-Nie... To znaczy teraz tylko... Co tam?
-Raz dwa przyjeżdżaj do Los Angeles! Jay'a samolot miał usterkę i lądował awaryjnie! Jest w szpitalu!
-Nic mu nie jest?!
-Nie... Tylko rozcięcie na skroni... Ale musisz przyjechać.
-Po co? Zerwałam z nim.
-Nie masz zielonego pojęcia , jak on to przeżywa, po za tym jest coś jeszcze
-Co?
-Przez dwa tygodnie musi zostać w szpitalu. Przeszedł badania i jest podejrzenie...że... że ma białaczkę.
-O MÓJ BOŻE!- usłyszałam jej przerażony głos- Jesteś pewna?
-Lekarz sam to nam powiedział. Przyjedź... Ja wiem, że zerwaliście, wiem w jakiej kondycji psychicznej jesteś, ale on cię potrzebuje, Alex.
-Ma was...
-Alex...
-Musze kończyć. Cześć- rozłączyła się
-Cholera!- krzyknęłam.

___________________________________________

Wreszcie... Chciałam go dodać już wczoraj, ale nie zdążyłam...  Wczoraj dzień miałam tak fajny, że aż go znienawidziłam... Mam nadzieję, że chociaż wy miałyście lepszy...

1 komentarz:

Gabi Py pisze...

super rozdział :DD