niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 71

      Minęło trochę czasu od tego jak cały świat dowiedział się, że Jay będzie ojcem. Mianowicie dwa miesiące. I to jeszcze z naszej winy, bo wydzieraliśmy się na siebie jak dwa głupki na ulicy gdzie paparazzi jeszcze nas obserwowali. To był koniec mojego, naszego sekretu.
     Oczywiście jego fanki w trybie natychmiastowym dowiedziały się, kto nosi dziecko. Czyli ja. Bynajmniej nie posypało się tyle hejtów jak za pierwszym razem gdy byliśmy razem. To inna bajka tak w ogóle.
    Ta cała sytuacja mnie przerastała bardziej jak na początku tego wszystkiego. Za każdym razem gdy mijam kogoś na ulicy, a ten ktoś mnie zna... Posyła mi taki wzrok jakby chciał mnie zabić.
    Tata starał się mnie od tego uchronić, tak samo jak i loczek z resztą i każdy z mojego otoczenia, kto mnie znał i rozumiał, ale w większości sytuacjach się nie dało.
     Pani Taylor, nasza ukochana ekspedientka byłą w nie lada szoku, ale troszczy się. Za każdym razem jak u niej jestem, pyta się o malucha i w ogóle. To bardzo miłe z jej strony.
    Mamy 26 lipca 2013 roku. Piątek. Słońce grzeje i nie ma się jak przed nim schować. Trochę męczy mnie ta pora roku, ale da się ją znieść. Jestem mniej więcej w szóstym miesiącu ciąży. Mały kopie tak mocno, że po nocach potrafię się zbudzić. Siedziałam sobie wygodnie na leżaku w ogrodzie.
  - Alex muszę jechać do firmy. Mam spotkanie. - powiedział lekko podenerwowany.
  - Spoko. - uśmiechnęłam się. - Uważaj na siebie. - krzyknęłam, gdy ten już był daleko. Postanowiłam poczytać jakieś czasopisma, które leżały na stoliku. Tata je wcześniej mi dostarczył. Chwyciłam pierwsze lepsze. Po chwili następne wzięłam i kolejne za nim. Nie zauważyłam jak szybko mi czas zleciał.
      Nagle słońce zasłoniła mi ciemna sylwetka. Z początku nie zwróciłam uwagi na to, ale dłuższy czas tak stała przede mną i w końcu na to spojrzałam. Lekko mnie ten widok przeraził.
  - Co ci się stało?! - szybko wstałam wystraszona i pociągnęłam go za sobą do kuchni. Wyjęłam apteczkę, wodę utlenioną, waciki.
  - Wdałem się w bójkę.
  - To widzę. Z kim? - spojrzałam na chłopaka. Przemyłam ranę na jego policzku delikatnie.
  - Z kimś kto był niemiły w stosunku do Ciebie. - oznajmił ze spokojem.
  - Ktoś to widział?
  - Nie sadzę. - odpowiedział. - Jak się czujesz?
  - Dobrze. - odpowiedziałam i na mojej twarzy przemknął cień uśmiechu. Niby znaliśmy się ponad rok, byliśmy ze sobą i w ogóle, ale nadal byliśmy dla siebie obcy. Zakleiłam ranę plastrem. - Okej. Zrobione.- odsunęłam się od niego.
  - Dziękuję. - posłał mi delikatny uśmiech. - Gdzie twój tata?
  - Miał pilne spotkanie w pracy.
  - I zostawił Cię samą?!- przeraził się.
  - Jay spokojnie. Ciąża to nie jest choroba. - uspokoiłam go.
  - Ale nie powinnaś być sama. - powiedział z wyrzutem.
  - Ale jak widzisz nic mi nie jest. Wszystko jest dobrze. Dobrze się czuję. Nie ma powodu do obaw. - uśmiechnęłam się. - chcesz coś do picia?- zapytałam.
  - A poproszę. Masz piwo? - zapytał. Spojrzałam na niego wytrzeszczonymi oczami, a loczek był uśmiechnięty od ucha do ucha.
  - Mam. Mojego taty, ale nie zorientuje się. - wyjęłam z lodówki jedną butelkę, wyszukałam z szuflady otwieracz do piw i podałam chłopakowi.
  - Dziękuję. - odpowiedział grzecznie, po czym otworzył butelkę i zaczął pić. Pokręciłam przecząco głową. - Co? - spojrzał na mnie zdezorientowany.
  - Nic. - westchnęłam. - Tylko nie ucz tego małego jak już na świecie będzie.
  - Czemu nie? Będę miał z kim pić. - zaśmiał się. Mimowolnie ja też.
  - Może do tego pójdziesz z nim do klubu, nawalicie się w cztery dupy, a następnego dnia będziecie na wielkim kacu, co?
  - No może nie aż tak.
  - Dopóki nie skończy 18 lat pić nie będzie. Chyba że coś mi padnie na głowę to wtedy lipa. - zaśmiałam się. Usiadłam na kanapie wygodnie. Pomasowałam brzuch. Uśmiechnęłam się sama do siebie. - W ogóle jak mu damy na imię? - spojrzałam z ciekawością na loczka, który opróżnił butelkę w mgnieniu oka.
  - Po mnie. - powiedział dumnie
  - Hahahaha! - zaśmiałam się.- Dziadek James, tata James i James junior. Mądrze, mądrze. - poklepałam go po ramieniu. - Nie a tak na serio?
  - Nie wiem. Po kimś z chłopaków?
  - Niezły pomysł. A tylko pytanie które imiona?
  - Anthony James Mcguiness. - powiedział szeptem. Wsłuchałam się w melodyjnie wypowiedziany pomysł jak najbardziej mogłam i postałam chłopakowi uśmiech.
  - Geniusz!
  - Co?
  - Pasuje! Naprawdę! - wyprostowałam się. - Anthony James Mcguiness. Ładnie. - dodałam po chwili. 
  - Bo to w końcu ja wymyśliłem, to musi być ładnie! - powiedział pewnie, po czym było można usłyszeć nasze śmiechy.
  - Mam ochotę na coś słodkiego. - szepnęłam. Spojrzałam na zacieszonego Jay'a. - Co? - zapytałam po chwili zdziwiona.
  - Mam coś. - wyjął z kieszeni paczuszkę naszych najukochańszych cukierków. Wyszczerzyłam ząbki.
  - Boże czytasz mi w myślach! - powiedziałam i zaraz ta paczuszka za naszą sprawą zniknęła i odeszła w zapomnienie. Poszłam na górę po gitarę, bo naszła mnie nagła ochota pobrzdąkania sobie. W minutę byłam na kanapie z instrumentem.
  - A co kombinujesz? - zapytał loczek.
  - A chcę sobie pograć. - uśmiechnęłam się i zaczęłam grać piosenkę Eda Sheerana - The A Team. Ta piosenka była niesamowita sama w sobie. Każde jej słowo, każdy wers, dźwięk miał w sobie taką magię jaką posiadały tylko nieliczne utwory, które lubiłam i znałam.
  - Ed Sheeran? - zapytał.
  - Skąd wiesz? - spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
  - W radiu leci. - uśmiechnął się. - Idziemy na spacer? Pogoda jest ładna jak nigdy.
  - Chyba spasuję. - podrapałam się po głowie i powiedziałam zmieszana.
  - Czemu? Boisz się fanek?
  - Nie mam ochoty. - oznajmiłam delikatnie
  - Chodzi o ludzi? - spojrzał na mnie. - Alex nie możesz się tego wiecznie bać tym bardziej, że każdy już wie. Musisz być silna.
  - Nie o to chodzi Jay. Po prostu nie mam ochoty. Mam prawo do tego, nie? - zapytałam. Chłopak pozostał w milczeniu. Doskonale wiedział, że o to chodzi, ale ja nie chciałam się przyznać. Gdybym mogła to bym się zaszyła gdzieś z dala od tego wszystkiego, ale nie mogłam. Musiałam temu sprostać, ale za każdym razem gdy pojawiała się taka szansa, tchórzyłam...


____________________________________


Witam po dość długiej przerwie.
Powodów jest cała długa lista dlaczego nie pisałam tak długo, ale podam tylko najważniejsze.
Miałam dosyć ciężką blokadę spowodowaną małymi rozterkami i paroma sprawami prywatnymi ;/
Nie miałam czasu. Nauka to wszystko mnie przeraża. Im bliżej testów gimnazjalisty tym bardziej naciskają z kartkówkami, sprawdzianami itp. :c
Trzecim powodem jest to, że muszę szkołę wybrać i to mnie przeraża, bo jaką szkołę wybiorę to już buduję sobie przyszłość na własny koszt.
Ostatnim chyba powodem jest stres z tym wszystkim związany. Gdy się stresuję mam blokadę i to mnie powoli dobija :<
Tak czy owak mam nadzieję że powyższe wypociny się spodobają i się nie gniewacie się za tak długą nieobecność :)

2 komentarze:

BadCatKillKill pisze...

Wow rozdział niesamowity nie wiem jak ty to robisz że tyle tego piszesz :) Mam nadzieję że do tego końca tak blisko nie jest :D Pozdrawiam

Unknown pisze...

O no to nie jestem jedyna, ktora ma na głowie masę testów gimnazjlanych ;) co do rozdziału to wspaniały, cudny i po prostu brakło mi słów z zachwytu :* życzę tego co najcenniejsze czyli wieeeeelkiej weny i powodzenia na testach :D szybko proszę o nexta :3